Najdłuższa wieś na Słowacji

Będąc podczas majówki na Podhalu, postanowiłem odwiedzić Osturnie. Ta malownicza wioska znajduje się na słowackim Spiszu, tuż przy granicy z Polską, granicząca z Jurgowem, Łapszanką oraz Kacwinem. Wioska ciągnie się na odcinku 7 km wzdłuż Osturniańskiego Potoku i jest najprawdopodobniej najdłuższą wsią na Słowacji.

Została założona w 1593 r., a jej mieszkańcami są głównie Rusini mówiący gwarą trudną do zrozumienia nawet dla Słowaków. Większość mieszkańców jest wyznania grekokatolickiego. W miejscowości znajduje się również murowany kościół greckokatolicki z drewnianym stropem z roku 1796, zbudowany zgodnie z tradycją łemkowską.

Wzdłuż mało ruchliwej drogi, po obu jej stronach, znajdują się drewniane, malowane chaty, które są tutaj najważniejszym elementem kultury. Wieś bowiem jest rezerwatem architektury ludowej. Na przestrzeni wieków w miejscowości rozwinął się ciekawy układ w postaci charakterystycznej zabudowy, składającej się z zagród wiejskich z podwórzem. Buduje się tu zazwyczaj domy z drewna, starając się zachować tradycyjny dla tej wsi styl architektoniczny. W efekcie ocalono tradycyjne budownictwo drewniane i wstrzymano na tych terenach budowę nowych obiektów murowanych.

Osturnia nie jest dużą wsią, mieszka tu zaledwie 300 mieszkańców. Idąc ulicą wzdłuż wioski, można zauważyć, że wiele domów jest opuszczonych, niektóre nawet grożą zawaleniem. Obecnie miejscowa ludność zatrudniona jest w różnych działach gospodarki związanych z obsługą turystów odwiedzających słowackie Tatry.

Moją pasją są podróże i fotografowanie miejsc mniej znanych, zapomnianych, niedostępnych i opuszczonych. Staram się wyszukiwać miejsca, według mnie warte uwagi, mające swój klimat i urok. Myślę, że stworzyła się wokół tego co robię jakaś mała, fajna społeczność. Nigdy nie myślałem, że to zrobię, ale doszedłem do wniosku, że stworzę swój Patronite. Wspierając mnie na nim, sprawisz, że będę mógł rozwinąć mojego bloga, wyjeżdżać częściej i dalej i z tego tworzyć fajne relacje. W ten sposób także Wam podpowiadać jakieś ciekawe miejsce na wyprawy. Kto wie, może to kiedyś przerodzi się w moją jedyną pracę… Bardzo dziękuję Krzysztofowi, Kamili, Andrzejowi, Patrycji, Tadeuszowi, Pawłowi, Karolinie, Magdalenie, Małgorzacie, Władysławowi, Alexowi i Magdzie, którzy wsparli moje działania i zostali moimi pierwszymi patronami.

Dodaj komentarz