Schron Obrony Cywilnej

Pod powierzchnią Warszawy, na terenie dawnej fabryki PZL Wola, przez lata istniał schron obrony cywilnej, wyjątkowo dobrze zachowany relikt czasów, w których przygotowania na sytuacje kryzysowe traktowano z najwyższą powagą. Miałem okazję zajrzeć do jego wnętrza pełnego dokumentów, map, sprzętu łączności i pomieszczeń, które od dawna stały opuszczone. Od dawna nie zwiedzałem obiektu w tak dobrym stanie, w środku leżał kalendarz, który zatrzymał się na roku 1986.

To jeden z najlepiej zachowanych opuszczonych schronów, jakie kiedykolwiek odwiedziłem. Nie tylko ze względu na stan techniczny, ale przede wszystkim na ilość autentycznych detali, które pozwalają wyobrazić sobie, jaką rolę to miejsce miało pełnić i jak bardzo poważnie traktowano kiedyś przygotowania na sytuacje kryzysowe. To był cichy, zapomniany świadek historii miasta, ukryty tuż pod jego powierzchnią.

W Warszawie dawniej pod wieloma zakładami pracy budowano schrony. Miały one chronić wykwalifikowanych pracowników, aby po ustaniu bezpośredniego ataku mogli oni jak najszybciej wznowić produkcję. W takich schronach znajdowały się centra łączności, z których dyrekcja i formacje OC mogły koordynować akcje ratunkowe i zarządzać zakładem w izolacji od świata zewnętrznego. Były to obiekty wyposażone w wentylację, własne ujęcia wody, agregaty prądotwórcze oraz zapasy żywności i leków. Obecnie wiele z tych obiektów straciło status schronu i pełni funkcje gospodarcze, inne zostały zdewastowane, zalane, lub po prostu wyburzone.

Odwiedziłem to miejsce osiem lat temu, gdy wciąż znajdowało się na terenie dawnej fabryki. Sam zakład był już wtedy nieczynny, ale jego zabudowania nadal stały. We wnętrzach schronu można było zobaczyć dawne wyposażenie, instrukcje, segregatory pełne dokumentów, mapy sytuacyjne, książki techniczne, stare zdjęcia, a nawet sprzęt łączności. Na ścianach wisiały tablice informacyjne, w szafkach leżały maski i elementy umundurowania, a na biurku w jednym z pomieszczeń leżał kalendarz otwarty na roku 1986.

Kilka pomieszczeń było zaskakująco dobrze zachowanych, jakby wandale ominęli je szerokim łukiem. Wciąż stały tam biurka, szafy i półki, na których leżały dokumenty i drobne przedmioty. Dziś nie ma po tym miejscu żadnego śladu. Teren został całkowicie przekształcony, zabudowania fabryczne zniknęły, a wraz z nimi najprawdopodobniej również schron, ukryty głęboko pod ziemią. Pozostały po nim tylko zdjęcia, które w tym materiale chciałbym pokazać.

Chciałbym w tym miejscu podziękować osobom, które mnie wspierają za pośrednictwem Wirtualnej kawki.  Dzięki Wam i waszym drobnym wpłatom, powstają takie fotorelacje! Od kilkunastu lat staram się odwiedzać i fotografować miejsca mniej znane i opuszczone. Jeżeli ktoś chciałby dołożyć cegiełkę do moich podróży i wesprzeć mnie w tym co robię, zapraszam do postawienia mi >Wirtualnej Kawki<. Wszystkie zebrane kwoty przeznaczam na paliwo, dzięki temu mam możliwość realizowania swoich dalszych podróży.

Moją pasją są podróże i fotografowanie miejsc mniej znanych, zapomnianych, niedostępnych i opuszczonych. Staram się wyszukiwać miejsca, według mnie warte uwagi, mające swój klimat i urok. Myślę, że stworzyła się wokół tego co robię jakaś mała, fajna społeczność. Nigdy nie myślałem, że to zrobię, ale doszedłem do wniosku, że stworzę swój Patronite. Wspierając mnie na nim, sprawisz, że będę mógł rozwinąć mojego bloga, wyjeżdżać częściej i dalej i z tego tworzyć fajne relacje. W ten sposób także Wam podpowiadać jakieś ciekawe miejsce na wyprawy. Kto wie, może to kiedyś przerodzi się w moją jedyną pracę… Bardzo dziękuję Krzysztofowi, Kamili, Andrzejowi, Patrycji, Tadeuszowi, Pawłowi, Karolinie, Magdalenie, Małgorzacie, Władysławowi, Alexowi i Magdzie, którzy wsparli moje działania i zostali moimi pierwszymi patronami.

Dodaj komentarz