Szczecin od dawna znajdował się na liście miejsc do odwiedzenia, ale dopiero długi weekend dał okazję, by w końcu lepiej poznać to miasto. Mieliśmy zaledwie trzy dni, jednak wystarczyły one, by przekonać się, że Szczecin potrafi zaskoczyć nie tylko znanymi zabytkami, ale również miejscami owianymi historią. Zobaczyliśmy ruiny dawnej wieży widokowej, gigantyczny komin leżący na ziemi, oraz miejsca związane z najsłynniejszym kotem w Polsce. Podczas tej wyprawy pokonaliśmy ponad 60 tysięcy kroków i odkryliśmy znacznie więcej, niż początkowo zakładaliśmy. Nie obyło się jednak bez rozczarowania, ponieważ jedna z atrakcji, na którą najbardziej liczyliśmy, okazała się niedostępna.
Na długi weekend postanowiliśmy wybrać się do Szczecina. Choć mieliśmy do dyspozycji zaledwie trzy dni, udało nam się zobaczyć naprawdę sporo ciekawych miejsc i przekonać się, że to miasto skrywa znacznie więcej niż tylko najbardziej znane atrakcje turystyczne. Jeszcze przed wyjazdem opublikowałem na swoim profilu w mediach społecznościowych post z pytaniem o miejsca warte odwiedzenia. Poza popularnymi atrakcjami turystycznymi zależało mi, aby odwiedzić coś mniej znanego. Szukałem lokalizacji nietypowych, mniej znanych, opuszczonych lub takich, z którymi wiąże się jakaś interesująca historia. Ku mojemu zaskoczeniu pod postem pojawiło się blisko 200 komentarzy.
Oczywiście nie było najmniejszych szans, aby przez trzy dni zobaczyć wszystkie propozycje. Mimo to udało nam się odwiedzić naprawdę wiele interesujących zakątków. Podczas wyprawy nie mogło zabraknąć jednych z najbardziej oryginalnych atrakcji Szczecina – Pomnika Paprykarza Szczecińskiego oraz pomnika legendarnego „Szefa Wszystkich Szefów”, czyli Krzysztofa Jarzyny ze Szczecina, znanego z kultowego „Poranka kojota”.

Wieczorem wybraliśmy się także do charakterystycznych Dźwigozaurów, które przypominają o portowej historii miasta. Dotarliśmy tam już po zmroku, dzięki czemu mogliśmy podziwiać efektowne iluminacje, zmieniające się w różne kolory i nadające temu miejscu wyjątkowy klimat. Spacerowaliśmy również po reprezentacyjnych Wałach Chrobrego i Starym Mieście.

Kot Gacek
Historię Kota Gacka znałem już wcześniej, ale nie przypuszczałem, że jest on aż tak popularny w Szczecinie. Jego fenomen jest widoczny na każdym kroku, powstał nawet mural z jego wizerunkiem, a w sklepach z pamiątkami można kupić magnesy, kubki, skarpetki czy pocztówki nawiązujące do słynnego kota.

Gacek przez wiele lat mieszkał przy ul. Kaszubskiej w Szczecinie. Dzięki internetowi stał się jednak nie tylko najbardziej rozpoznawalnym zwierzakiem w Polsce, ale również zyskał międzynarodową sławę. Szczyt jego popularności przypadł na 2023 r., kiedy okazało się, że został najwyżej ocenianą atrakcją Szczecina w Google Maps. O niezwykłym kocie pisały największe światowe media, w tym „The Washington Post” i „The Guardian”.
Zamek Książąt Pomorskich
Z ciekawości postanowiłem zwiedzić renesansowy zamek położony na Wzgórzu Zamkowym w Szczecinie, nad Odrą. To historyczna siedziba Gryfitów, dawnych władców Księstwa Pomorskiego. Udało mi się również wejść na Wieżę Dzwonów, najwyższą z zamkowych wież. To doskonały punkt widokowy, z którego można podziwiać zarówno sam zamek, jak i niezwykłą panoramę Szczecina.

Wieża Quistorpa
Wybudowana została w latach 1900–1904 na polecenie Martina Quistorpa w hołdzie dla ojca Johannesa, szczecińskiego fabrykanta i filantropa, fundatora wielu inwestycji miejskich i bardzo wpływowego człowieka. Wieża miała kamienną podstawę, na pierwszej kondygnacji znajdowała się letnia kawiarnia, a nad nią mieścił się taras widokowy. Ceglana wieża o wysokości 45 m została wzniesiona jako charakterystyczny punkt w okolicy.

W 1914 r. uderzył w nią piorun, powodując uszkodzenia, które później naprawiono podczas remontu. W czasie II wojny światowej obiekt pełnił funkcję punktu obserwacyjnego oraz stacji radarowej. Do jego zniszczenia doszło najprawdopodobniej w latach 1944–1945 — według różnych źródeł mogło to nastąpić podczas alianckiego nalotu lub w wyniku wysadzenia wieży przez wycofujących się Niemców. Do dziś przetrwały jedynie ruiny oraz wejście do podziemnego korytarza.
Stary komin fabryki benzyny syntetycznej
Pozostałości tego komina naprawdę zrobiły na mnie wrażenie. Ruiny fabryki benzyny syntetycznej w Policach kryją pozostałości potężnego kompleksu przemysłowego. Jednym z jego najbardziej charakterystycznych elementów był komin o wysokości około 100–120 metrów, który został wysadzony w latach 70. XX w. Po eksplozji jego żelbetowy rdzeń położył się niemal w całości na ziemi. Leżący na ziemi obiekt przypomina dziś długi, betonowy schron lub gotowy tunel, przez który teoretycznie można przejść.

Jezioro Szmaragdowe
Jednym z najbardziej malowniczych punktów wyjazdu okazało się Jezioro Szmaragdowe. Udało nam się obejść je dookoła, podziwiając niezwykły kolor wody oraz pozostałości dawnej działalności górniczej, dzięki której to miejsce w ogóle powstało.

Dziś trudno w to uwierzyć, ale Jezioro Szmaragdowe zawdzięcza swoje istnienie katastrofie sprzed stu lat. W 1925 r. podczas wydobycia kredy robotnicy natrafili na wody gruntowe, które błyskawicznie zalały kopalnię, tworząc zbiornik znany dziś z charakterystycznej szmaragdowej barwy.
Wieża Gocławska
Wieża Gocławska to jeden z najbardziej charakterystycznych zabytków Szczecina. Została zbudowana pod koniec XIX w. jako wieża widokowa i do dziś góruje nad okolicą. Po latach zaniedbań obiekt odzyskał dawny blask i obecnie służy jako miejsce wydarzeń kulturalnych oraz imprez okolicznościowych. Z jej szczytu można podziwiać panoramę Odry i północnych dzielnic miasta.

Dawna kaplica cmentarna
Na przełomie XIX i XX w. na terenie dawnego cmentarza zbudowano kaplicę z czerwonej cegły na planie krzyża. Pełniła funkcję kaplicy cmentarnej do początku II wojny światowej. W latach 60. XX w., po przejęciu terenu przez Pomorską Akademię Medyczną, została przebudowana na prosektorium Zakładu Medycyny Sądowej, działające do 2001 r. Od 2001 r. obiekt jest opuszczony i stopniowo popada w coraz większą ruinę. Jeszcze kilka lat temu można było wejść do wnętrza kaplicy, jednak obecnie wszystkie wejścia zostały zabezpieczone, dlatego budynek można podziwiać już tylko z zewnątrz.

Wymarły park dinozaurów?
To miejsce wygląda jak wymarły park dinozaurów. Nie wiem nic na jego temat, poza tym, że znajduje się w miejscowości Police. Teren jest ogrodzony, a zza ogrodzenia widać, że składowane są tu figury dinozaurów, które najprawdopodobniej kiedyś stały w innym miejscu i zostały tutaj przywiezione. Cieszę się jednak, że udało mi się to zobaczyć.

Widok jest jednocześnie fascynujący i nieco surrealistyczny, ogromne prehistoryczne stworzenia leżą tu w milczeniu, jakby czekały na swój powrót do dawnej świetności. To jedno z tych nietypowych miejsc, które przypadkiem odkryte podczas wyprawy potrafią na długo zostać w pamięci.
Fabryka Wiskord
Fabrykę Wiskord w szczecińskich Żydowcach założył na początku XX wieku hrabia Guido Henckel von Donnersmarck, rozpoczynając produkcję sztucznego jedwabiu. Po zniszczeniach II wojny światowej zakład wznowił działalność w 1948 roku, produkując m.in. sztuczny jedwab i włókna do opon. W 1976 roku uruchomiono produkcję kaset magnetofonowych, które stały się jednym z najbardziej znanych wyrobów Wiskordu. W 1994 roku przedsiębiorstwo przekształcono w spółkę Skarbu Państwa, a w 2000 roku ogłoszono jego upadłość.

Willa Grünebergów
Zabytkowa willa przy ul. Batalionów Chłopskich 61 w szczecińskich Zdrojach została zbudowana w latach 1911–1912 według projektu C.A. Schmidta z Löcknitz. Secesyjny budynek należał do rodziny Grünebergów, znanych producentów organów. Willa przetrwała II wojnę światową bez zniszczeń, zachowując oryginalne elementy wnętrza. W 2014 roku, aby ocalić ją przed rozbiórką podczas budowy Szczecińskiego Szybkiego Tramwaju, przesunięto ją o 45 metrów.

Zegar kulkowy
Zegar kulkowy, który można podziwiać w Szczecinie, to największa tego typu konstrukcja w Polsce. Czas odmierza przy pomocy kul bilardowych, które przemieszczają się po dokładnie wymierzonych prowadnicach. Upływ czasu w tym niezwykłym zegarze wygląda niezwykle widowiskowo.

Nietypowy czasomierz jest dziełem Władysława Steca. Ta niezwykła konstrukcja mierzy 1,5 metra wysokości i 90 cm szerokości. Aktualny czas odczytuje się na podstawie położenia kul na różnych poziomach urządzenia, osobno dla godzin, pięciominutowych przedziałów oraz minut. Aby mechanizm wskazywał czas z odpowiednią dokładnością, kule muszą mieć ściśle określoną masę i idealny kształt.
Wyspa Jaskółcza
Największym rozczarowaniem okazała się Wyspa Jaskółcza. Dotarliśmy tam pieszo z centrum Szczecina, co zajęło nam około 30 minut, jednak na miejscu okazało się, że na wyspę nie ma wstępu. Tym samym nie mogliśmy zobaczyć z bliska również słynnej Szczecińskiej Wenecji.

To właśnie tutaj znajdują się jedne z najbardziej malowniczych industrialnych zabytków miasta. Wystające niemal prosto z wody kamienice i budynki fabryczne z przełomu XIX i XX wieku są pozostałością dawnych zakładów produkujących alkohol i drożdże. Niestety, ze względu na brak dostępu do wyspy, nie udało mi się zrobić zdjęć tego miejsca.
Jako ciekawostkę dodam, że przez trzy dni pobytu zrobiliśmy łącznie ponad 60 000 kroków. Najbardziej intensywna okazała się sobota, kiedy licznik pokazał prawie 25 000 kroków.
Wrak statku na jeziorze Dąbie
W drodze powrotnej do Gdańska odwiedziłem jeszcze wrak na jeziorze Dąbie w Lubczynie. Należał on do Jacka Kwiatkowskiego – marynarza i działacza ekologicznego, który sprzedał mieszkanie, by zbudować statki służące edukacji i badaniom. W 2011 roku po opuszczeniu portu w Lubczynie jego jednostki zostały utracone. Jeden statek osiadł na mieliźnie i został okradziony, a drugi uległ zniszczeniu.

Moją pasją są podróże i fotografowanie miejsc mniej znanych, zapomnianych, niedostępnych i opuszczonych. Staram się wyszukiwać miejsca, według mnie warte uwagi, mające swój klimat i urok. Myślę, że stworzyła się wokół tego co robię jakaś mała, fajna społeczność. Nigdy nie myślałem, że to zrobię, ale doszedłem do wniosku, że stworzę swój Patronite. Wspierając mnie na nim, sprawisz, że będę mógł rozwinąć mojego bloga, wyjeżdżać częściej i dalej i z tego tworzyć fajne relacje. W ten sposób także Wam podpowiadać jakieś ciekawe miejsce na wyprawy. Kto wie, może to kiedyś przerodzi się w moją jedyną pracę… Bardzo dziękuję Krzysztofowi, Kamili, Andrzejowi, Patrycji, Tadeuszowi, Pawłowi, Karolinie, Magdalenie, Małgorzacie, Władysławowi, Alexowi i Magdzie, którzy wsparli moje działania i zostali moimi pierwszymi patronami.



