Mało znane miejsca na Spiszu

Pojechałem wspólnie z moją drugą połową w sierpniu na urlop do małej wsi niedaleko Zakopanego. Wstępny plan zakładał, że spędzimy tu dwa tygodnie, a w trzecim tygodniu pojedziemy kamperem na Podlasie. Jak się z czasem okazało, kamper poszedł w odstawkę, a my spędziliśmy piękne trzy tygodnie na wsi.

Mam takie swoje miejsce na ziemi, magiczne i dla mnie bardzo wyjątkowe. Jest to mała, malownicza wioska na Spiszu w Małopolsce. Znajduje się tu stare gospodarstwo po mojej babci. Dom, który tu stoi, został wybudowany w 1947 r. Czas w nim już dawno się zatrzymał. Wygląda prawie tak samo, jak wtedy, kiedy przyjeżdżałem tu jako dziecko. Spędziłem tu w sierpniu całe trzy tygodnie. Ogólnie całe gospodarstwo wraz z domem służy mi obecnie jako miejsce do wypoczynku. Ze względu na odległość i z różnych względów, bywam tu niestety tylko kilka razy w roku.

Nie ma tu żadnego WiFi, telewizora, pralki, wanny, czy ogrzewania centralnego. Jeszcze 10 lat temu chodziło się na zewnątrz za potrzebą do drewnianego wychodka. Dziś jest akurat pod tym względem lepiej, bo normalna toaleta znajduje się już wewnątrz domu. Właśnie 10 lat temu przeprowadzony został tu mały remont łazienki. Żyje się tu raczej skromnie. Jeżeli chcę mieć ciepłą wodę, muszę sobie najpierw narąbać drzewa, później rozpalić w piecu i za jakieś 30 min mam ciepłą wodę w kranie.

Pamiętam, jak przyjeżdżałem tu kiedyś, jako dziecko, kąpałem się wtedy w misce. Wodę grzało się po prostu w czajniku lub na piecu kaflowym. Kilka lat temu zepsuła się stara pralka Frania, więc pranie robię po prostu ręcznie w misce. Następnie wieszam je na sznurkach w ogrodzie lub, gdy pada deszcz, to w szopie pod dachem.

Jeżeli chodzi o samą miejscowość, to nie ma tu praktycznie turystów. Wieś liczy około 1000 mieszkańców i położona jest w głębokiej dolinie. Dużo domów stoi tu pustych, ludzie wyjechali stąd za pracą i za lepszym życiem. Nie wszyscy mają ochotę i zdrowie pracować w polu i prowadzić gospodarstwo. Na północ od wsi wznosi się grzbiet ze szczytem Grandeus (795 m), od południa najwyższe wzniesienie Magury Spiskiej to Kuraszowski Wierch. Jest tu gdzie spacerować, cały czas odkrywam tu jakieś nowe miejsca.

Moją pasją są podróże i fotografowanie miejsc mniej znanych, zapomnianych, niedostępnych i opuszczonych. Staram się wyszukiwać miejsca, według mnie warte uwagi, mające swój klimat i urok. Myślę, że stworzyła się wokół tego co robię jakaś mała, fajna społeczność. Nigdy nie myślałem, że to zrobię, ale doszedłem do wniosku, że stworzę swój Patronite. Wspierając mnie na nim, sprawisz, że będę mógł rozwinąć mojego bloga, wyjeżdżać częściej i dalej i z tego tworzyć fajne relacje. W ten sposób także Wam podpowiadać jakieś ciekawe miejsce na wyprawy. Kto wie, może to kiedyś przerodzi się w moją jedyną pracę… Bardzo dziękuję Magdalenie, Władysławowi, Alexowi i Magdzie, którzy wsparli moje działania i zostali moimi pierwszymi patronami.

Czasem siądę sobie przed domem na ławce i popatrzę na przejeżdżające przez wieś samochody. Widzę wtedy po rejestracjach, z jak wielu województw przyjeżdżają w te rejony turyści. Wszyscy tylko jadą dalej, do Zakopanego, Niedzicy na zamek, czy pospacerować po pięknych Pieninach. Tutaj nie ma po co się zatrzymywać, kiedyś był jeden większy sklep, ale go zlikwidowali. Nie ma tu też żadnych atrakcji ani straganów z pseudo zabawkami. Dla mnie to raj na ziemi, bo nie przepadam za tłumami turystów.

Ze względu na odległość, jaka dzieli mnie od tego miejsca, jestem tu tylko kilka razy w roku. Choć nie mieszkam tu na co dzień, przyjeżdżając tutaj od urodzenia, nie czuję się turystą. Czuję, że jestem u siebie. Znam te tereny, można powiedzieć, że prawie się tu wychowałem. Mama przywoziła nas tu z bratem w każde wakacje. Spędzaliśmy tu naprawdę sporo czasu. Według mnie wcale nie trzeba jechać daleko za granicę, aby podziwiać piękne zachody słońca. Tutaj na Spiszu są wyjątkowo piękne, wystarczy, że wyjdę z domu i przejdę się kawałek pod górkę. Mogę podziwiać wtedy pomarańczowe barwy zachodzącego słońca.

Co warto zobaczyć w okolicy?

Podczas urlopu wyszukiwałem sobie zapomniane i mniej znane miejsca w okolicy Spisza i Podhala. Chciałem odwiedzić miejsca, gdzie nie ma turystów, albo jest ich bardzo mało. Jak się dobrze poszuka, można znaleźć całkiem niezłe perełki. Znajduje się tu kilka nieużywanych skoczni narciarskich m.in. w Bukowinie Tatrzańskiej (49°19’23.3″N 20°05’29.1″E) i miejscowości Dzianisz (49°19’35.6″N 19°52’08.2″E).

Jedną z najstarszych miejscowości na Spiszu jest Kacwin. Mieszczą się tu spiskie sypańce, które w Polsce zachowały się tylko tutaj. Z zewnątrz oblepione były gliną, a dach był łatwy do zdjęcia. Konstrukcja ta miała chronić znajdującą się w środku żywność od pożarów (49°22’17.8″N 20°17’38.1″E)

W Kacwinie możemy zobaczyć także ciekawy wodospad. Nie jest to wprawdzie tak widowiskowy wodospad, jak na rzece Niagara, ale także robi wrażenie. Można tam porobić całkiem fajne zdjęcia. (49°21’05.7″N 20°17’10.4″E)

Kolejnym miejscem, do którego lubię wracać jest Polana Podokólne w Jurgowie, znajduje się tu kilkadziesiąt drewnianych szałasów pasterskich. Miejsce wygląda trochę jak mała opuszczona wioska, a chodzi tu dokładnie o szałasy pasterskie, które kiedyś były wykorzystywane jako zabudowania gospodarcze przy wypasaniu bydła i owiec (49°19’04.3″N 20°09’15.0″E)

Szałasy rozsiane były po tatrzańskich polanach i pełniły funkcje zabudowań mieszkalno-gospodarczych. Wolny wypas bydła i owiec nie przetrwał jednak próby czasu i wszystkie szałasy musiały zostać przeniesione na jedną polanę.

Podjechałem sobie także do Trybsza, gdzie usytuowany jest stary zabytkowy kościół pod wezwaniem św. Elżbiety Węgierskiej z 1567 r. To prawdziwa perła architektury sakralnej na polskim Spiszu. Kościół ten został wybudowany z drzewa modrzewiowego bez użycia gwoździ. Kiedyś już obok niego przejeżdżałem, ale jakoś nigdy nie było czasu, aby wejść do środka, tym razem się udało (49°24’29.9″N 20°08’15.5″E)

Znajduje się tu namalowana najstarsza panorama Tatr, a konkretnie Tatr widzianych ze wzgórza ponad trybskim kościołem.

Jakby ktoś chciał pospacerować sobie po górkach i dolinach, to między Dursztynem a Łapszami Niżnymi na totalnym pustkowiu położone jest opuszczone gospodarstwo. Byłem już tam ze trzy razy i nigdy nic nadzwyczajnego nie zauważyłem. Ostatnio zaczęły się pojawiać filmy na YT z tego miejsca, że ten obiekt jest niby nawiedzony (49°24’49.0″N 20°13’21.5″E)

Postanowiłem odwiedzić także miejsce, gdzie w 1972 r. kręcili kultowy serial Janosik. To zdjęcie z serialu zostało zrobione na Przełomie Białki pod Krempachami w Małopolsce. Z ciekawości odnalazłem to samo miejsce z serialu, aby sprawdzić, jak ono dziś wygląda (49°25’43.2″N 20°07’33.1″E)

Tak wygląda to miejsce dzisiaj, w szerszej perspektywie.

Widok z wierzchołka Skałki Obłazowej także robi duże wrażenie.

Tuż za granicą Polski, w miejscowości Podspady na Słowacji, przypadkowo natknąłem się na stary dom. Kilka lat temu podczas obfitych opadów rzeka przybrała na tyle, że prawie go porwała ze sobą. Najprawdopodobniej ten dom w czasie rwącej rzeki był pusty. Do dziś stoi sobie przy rzece i przykuwa uwagę każdego, kto tamtędy przejeżdża. Bardzo często ludzie przy nim się zatrzymują i robią zdjęcia (49°16’46.8″N 20°10’33.3″E)

W miejscowości Ždiar, troszkę dalej za miejscowością Podspady, podczas spaceru po okolicznych górkach i dolinach natknąłem się na nieczynny wyciąg narciarski. W sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, przecież mamy jeszcze wakacje, ale wydaje mi się, że on zimą także nie działa. Nie jestem jakimś znawcą wyciągów narciarskich, ale po stanie tego obiektu obstawiam, że on od dłuższego czasu stoi tam opuszczony (49°16’16.0″N 20°13’37.3″E)

2 komentarze

  • majzel

    28 września 2022 at 09:00

    Świetny wpis. Aż chciałoby się tam pojechać – natychmiast! Chociaż nie są to moje rodzinne strony to darzę je podobnymi uczuciami i sentymentem jak Ty. Zawsze dobrze się tam czułem, a aura Łapsz dla mnie też zakrawa o magię. Legendarna kraina i przygody z nią związane. Cała księga wspomnień w głowie, na zdjęciach i nie tylko. W tym miejscu chciałbym podziękować Twojemu bratu, że jakieś 13 lat temu pierwszy raz mnie tam zabrał. Reszta jest historią. Już dawno mnie tam nie było, ale na pewno wrócę. Zakończę Twoim zdaniem, a zarazem podpiszę się pod nim krwią: „Dla mnie to raj na ziemi, bo nie przepadam za tłumami turystów.” Pzdr.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz